
Cześć!
Tu Natalia. Jestem artystką wizualną i nic, co ludzkie, nie jest mi obce. Otworzyłam pracownię ceramiczną na końcu świata – w małej podkarpackiej wiosce. Czy będzie z tego biznes jakich mało? Śmiem wątpić. Ale czy to było moim marzeniem i mam z tego ogrom radości? Po stokroć: TAK!
Więc działam z uśmiechem i przekonaniem, że to, co robię, znajdzie swoich odbiorców.
Moja dewiza brzmi: „Goń za marzeniem” – to gonię! I choć często wieje wiatr w oczy, a piach ciśnie się w zęby – wiem (uwaga, tu będzie patetycznie), że na łożu śmierci westchnę: „Spróbowałam” – i z satysfakcją oraz szelmowskim uśmiechem wyzionę ducha.
A wracając na ziemię, bo przyznam, że trochę odleciałam niczym Kordian na chmurze... Drogi Czytelniku – to, co widzisz w moim sklepie, to dzieło rąk moich. Więc jeśli kręci Cię rękodzieło, będzie mi bardzo miło, jeśli moje wyroby znajdą dom właśnie u Ciebie.
Teraz kilka faktów z mojego życia, żebyś nie pomyślał, że pewnego dnia wstałam, ulepiłam ceramiczny kubek czy inne ilustrowane ustrojstwo, doznałam olśnienia, słowiański bóg włożył mi w ręce FACH i tak zaczęłam sprzedaż. Co to, to nie!
Przyznaję – od dziecka miałam ciągoty artystyczne. Ba, odnoszę nieodparte wrażenie, że sztuka to pieśń mojego życia!
Zaczęłam edukację w Liceum Plastycznym w Rzeszowie, potem były studia na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W międzyczasie studiowałam sztuki wizualne na Uniwersytecie Lizbońskim w pięknej Portugalii, a w wakacje kilkukrotnie wyjeżdżałam na praktyki do pracowni ceramicznej w Nowym Jorku, gdzie nauczyłam się fachu u cudownej i jedynej – Margaret Wozniak.
Po studiach pracowałam jako ilustratorka w różnych studiach animacji i dla wydawnictw, ale o tym nie będę teraz pisać... bo muszę w końcu otworzyć ten sklep.
Dokończę mój wywód, jak wróci wena (dziękuję za wyrozumiałość!).
Pozdrawiam Cię serdecznie i ślę słońce.
<cmok w czółko> <słońce pod kopułkę>